Uncategorized

Duchowość dwojga

..

Uwielbiam takie chwile. Najpierw czuję bezradność, nie wiem, co wybrać i co w danym momencie jest naprawdę ważne, a co mniej. Powstaje zalążek myśli: ciekawe co On na to? I nieistotne, czego dokładnie dotyczy to rozmyślanie. Jeśli sama miotam się zbyt długo, idę wreszcie zapytać (jeszcze się uczę, że nie trzeba tak zwlekać). Wchodzę do Niego, pytam i po prostu słyszę. I ciągle mnie to zadziwia... To o czym mam napisać im dzisiaj? Odpowiada krótka cisza. O duchowości w związku. W waszym związku.

.


.

Spotykasz osobę, z którą jest Ci bardzo po drodze. Te same wartości, podobne zainteresowania i styl bycia. Po paru miesiącach coraz wyraźniej zarysowują się różnice. Na początku bardzo subtelne, z czasem do głosu dochodzą także i te, które – nawet jeśli nie dominują nad tym, co Was łączy – wymagają wielu godzin na wypracowanie czegoś wspólnego. A zapowiadało się tak… idealnie? Nieee… wyrzućmy to słowo 😉!

Zbyszek kupił bilety na koncert chrześcijańskiego zespołu. Był bardzo podekscytowany. Zawsze chętnie zapraszał mnie na inicjatywy, na których „coś się działo”. Słuchaliśmy tych utworów wspólnie i mieliśmy wrażenie, że obydwoje identyfikujemy się zarówno z treściami, jak i z gatunkiem muzycznym. Jak było na koncercie? Fantastycznie! Zespół wybrał bardzo spokojny, melancholijny repertuar. Wszyscy słuchaliśmy ich, siedząc na swoim miejscach. Można było bez problemu zamknąć oczy i trochę odpłynąć albo patrzeć na ekran z tekstem i śpiewać z wokalistką. A Zbyszek… ? Krótko mówiąc, był mocno zawiedziony. Jak to? Żadnego uwielbienia, tańca, ruchu czy jakiejkolwiek innej formy „życia”…?

.

.

Zawsze trafiała do mnie spokojna, oparta na medytacji czy kontemplacji duchowość ignacjańska. Miałam 18 lat, gdy mój tata wrócił ze swoich pierwszych tego typu rekolekcji. Wrócił i od tamtej pory był zupełnie inny niż przedtem. Nie mogłam nadziwić się przemianie jego zachowania i myślenia, a opowiadał mi też przy tym o różnych doświadczeniach z poziomu ducha. Zapragnęłam tego samego i pół roku później pojechałam na swój Fundament, po raz pierwszy doświadczając tego, kim naprawdę jest Bóg, który kocha. Działy się cuda, dosłownie.

Od tamtej pory rok rocznie odbywałam kolejne tygodnie ćwiczeń: to z duszpasterstwem, to indywidualnie w jezuickich domach rekolekcyjnych lub u sióstr Zawierzanek. To mnie ukształtowało, nadało ton mojej duchowości i relacji do Boga. Zbyszek bardzo dobrze zna szczegóły tych doświadczeń. Myślicie, że był już na swoich rekolekcjach ignacjańskich😉? Pytanie oczywiście z kategorii retorycznych.

Zbyszek odkąd pamięta uwielbiał koncerty rockowe, przystanki Woodstock i inne festiwale w podobnym klimacie. Po swoim nawróceniu coś z tego u niego zostało: uwielbienia organizowane dla tłumów, Msze św. o uzdrowienie w kościołach wypełnionych po brzegi, rekolekcje na stadionach i wszelka inna forma zgromadzeń religijnych z dużą liczbą wiernych.

.

.

Na tego typu spotkaniach, podczas wspólnotowego uwielbiania Boga, dostąpił już dwukrotnie uzdrowienia swoich dolegliwości. Raz wybrał się na spotkanie wspólnoty, odczuwając bardzo silny ból kręgosłupa i pierwszego uzdrowienia doświadczył nagle – w czasie osobistego dziękczynienia. Drugi raz kapłan na jednej z Mszy św. powiedział przez mikrofon, że uzdrawia chłopaka z problemami kolana. Zbyszek poczuł, że mówi o nim. W ciągu chwili wspomniał swój poważny wypadek samochodowy sprzed kilku miesięcy i późniejsze słowa kolegi, który wtedy prowadził auto: „Zbyszek, Ty nie masz kolana”!  Wszelkie bóle i trudności związane z tym wydarzeniem zostały mu zabrane podczas tej jednej Mszy…

Cisza, samotność i rozmowy we wnętrzu duszy a z drugiej strony dźwięki, tłum i głośne uwielbienia. Czy da się to pogodzić? Próbowaliśmy uczestniczyć razem zarówno w masowych uwielbieniach, jak i w rekolekcjach z elementami indywidualnego wyciszenia. Owszem, czas z Bogiem jest zawsze owocny, jednak każde z nas „wyraźniej” słyszy Jego głos, gdy przemawia On naszym indywidualnym językiem.

.

.

Trzeba to sobie powiedzieć wprost: nie jesteśmy zwolennikami redukowania różnic w związku, w tym także w obszarze duchowości. W każdym razie nie wszystkich. Widzimy, jak bardzo pomaga nam w codzienności to, że jesteśmy inni (dzięki Bogu Zbyszek nie jest drugim perfekcjonistą, a Monia nie ma w sobie spontaniczności bez granic😉). Uzupełniamy się w tym, w czym się różnimy, i dzięki temu możemy też lepiej służyć sobie w małżeństwie, w rodzinie czy wśród innych ludzi.

Widzimy jednak konieczność wypracowywania czegoś wspólnego w każdym ważnym obszarze życia. Jeśli w którymkolwiek z nich, to co nas różni dominuje, prowadzi to destabilizacji w związku (dobrze pamiętamy te czasy, gdy Monię stresowało każde najmniejsze spóźnienie, a Zbyszka każda próba dotarcia punktualnie😉). I jak to pogodzić?? Dziś ustalamy, kiedy i gdzie chcemy dotrzeć punktualnie, a w jakiej sytuacji zupełnie to odpuszczamy. Nie zawsze inni nas w tym rozumieją😉, ale staramy się przede wszystkim o jedność między nami. Wszystkim dogodzić się nie da, za to mężowi czy żonie naprawdę warto😉

.

.

Wróćmy do duchowości w związku.

To co nas łączy jest o wiele silniejsze niż wszystkie preferowane przez nas indywidualnie formy kontaktu z Bogiem. Trzeba jednak dodać, że kształtowało się to na przestrzeni lat i kształtuje dalej.

  • Wspólne poczucie misji naszego małżeństwa. Uważamy to za fundament małżeńskiej duchowości w ogóle. Głęboko wierzymy, że każde małżeństwo ma do spełnienia określoną rolę, misję daną od Boga. Część naszej misji już znacie: dawanie świadectwa o radości, jaka płynie z sakramentu małżeństwa, pomoc w przygotowaniach do tej decyzji oraz zachęcanie do rozwoju w miłości (do siebie, drugiej osoby i Boga). Przy tej okazji zdradzimy Wam pewien sekret 😉 Kiedyś mieliśmy spore trudności z opowiadaniem o naszym życiu i dawaniem publicznego świadectwa. Rozwijaliśmy się stopniowo – od dzielenia się świadectwami wśród znajomych, w małych grupach, na spotkaniach wspólnoty czy w ramach pierwszych rekolekcjach. Trwało to kilka lat zanim zdecydowaliśmy się pójść w kierunku, który od dawna czuliśmy w sercu – małżeńskiego bloga ze świadectwami, przemyśleniami i inspiracjami czy prowadzenia kursów dla osób myślących o małżeństwie. Lęk ustąpił, ale każdy czas służenia ma swoje wyzwania. Co jest wyzwaniem na dzień dzisiejszy? Głoszenie tego, co uważamy za wartościowe w mediach społecznościowych – nie jest nam z nimi aż tak po drodze. Czujemy jednak, że Bóg zaprasza nas do jeszcze większego wychodzenia i chcemy być wierni temu, w czym rozpoznajemy jego Wolę. Znajomy ksiądz powiedział kiedyś, że jeśli masz przynajmniej 51%  poczucia, że to, co chcesz czy powinieneś zrobić jest zgodne z Wolą Bożą, po prostu to rób.
  • Duchowość maryjna. Maryja od zawsze była dla każdego z nas wzorem oddania Bogu i posłuszeństwa w tym, w czym odkrywa się Jego Wolę. W naszym małżeństwie zajęła szczególne miejsce. Włączamy ją w nasze decyzje, rozeznawanie Woli Boga czy każde inne ważne dla nas działanie.
  • Świętych obcowanie. Kochamy świętych i staramy się dbać o relacje z nimi. Gdy stoimy na progu ważnych decyzji lub potrzebujemy ich pomocy w codzienności, zwracamy się do konkretnych świętych w modlitwach, nowennach, organizujemy wyjazdy do miejsc z nimi związanych i dajemy świadectwa o ich konkretnym działaniu.
  • Wspólna małżeńska modlitwa. Codzienną małżeńską modlitwą jest dla nas akt oddania Maryi, zawierzenie współmałżonka św. Józefowi, dziesiątka różańca (o wierność tej modlitwie wciąż walczymy) i wieczorne rozważanie Ewangelii na następny dzień.
  • Małżeńska formacja, rekolekcje i posługa. Należymy do wspólnoty i grupy, w której możemy wzrastać razem, czerpać od innych małżeństw i służyć modlitwą czy konkretnym zaangażowaniem przy okazji różnych posług i inicjatyw.